NEW YEAR’S EVE

zegarNo i jak tam? Szampany się chłodzą?

U nas tak, zwłaszcza, że to będzie chyba pierwszy raz kiedy to po dwóch latach – o ile się nie mylę - będę mogła ciut więcej niż tylko powąchać jakikolwiek trunek. Nie to, żebym jakoś cierpiała przez te dwa lata, ale miło móc na coraz więcej sobie pozwalać. Księżniczka w poniedziałek skończyła 11 miesięcy, powoli przymierzamy się do pożegnania z mlekopojem, myślę, że współpraca w tym temacie nastąpi bez żadnych problemów. Chyba, że raczy potraktować mnie tak jak książę – po prostu nie i koniec. Miał wtedy 10 miesięcy, więc zupełnie nie byłam na to przygotowana…

No cóż, już wkrótce odliczanie do godziny 24.00. Ciekawa jestem, jakie opcje sylwestrowe wybraliście. My zwolniliśmy tempo i drugi rok spędzamy Sylwestra WE DWOJE po kąpielach, kolacjach, kaszkach i tuleniach do snu naszych pociech. I ku być może zdziwieniu co poniektórych, bardzo sobie to chwalimy. Zresztą każdy ma swoje sposoby na bycie WE DWOJE. My też ;)

Wznosimy toast za szczęśliwy Nowy Rok 2015!

kieliszki
Zdjęcie w nagłówku bloga pochodzi ze strony:

http://www.tapeteos.pl/details.php?image_id=39698

ZYCHOWE ŚWIĘTA

choinkaKażdego roku niezmiennie mnie to zadziwia. W sklepach i centrach handlowych gorączka świąteczna rozpoczyna się tuż po Zaduszkach. Potem popadamy w jakiś świąteczny amok, jeden wielki bieg przez płotki w przygotowaniu, planowaniu i kupowaniu. Fakt, mając małe dzieci w domu – przygotowania do świąt i ogólnie pojęte budowanie nastroju jest niezwykle przyjemne, kształtuje nawyki i buduje wspomnienia. Tylko gdyby nie ta cała bieganina…

Dziś chciałabym jednak skupić się na tym, co dobre. Pokazać pozytywną stronę świąt, mimo że już na samą myśl o nich już w październiku zaczynam mieć alergię. W tym wszystkim cieszę się tylko, że mój synek podczas drzemek siostry i nie odsiadywania wolnych dni w przedszkolu miał kilka świątecznych chwilek sam na sam tylko z mamą!

pierniki           pierniki 2

piernik z lukrem

MERRY CHRISTMAS

IMG_2332Zdrowych? No dobrze, niech będzie. Szczęśliwych? No, ok. Rodzinnych? No, nie da się ukryć (obie rodziny w jednym mieście). Ale spokojnych? Kartki, zakupy, życzenia, pichcenia, prezenty, pakunki jedzenia, zdążanie na czas, pakowanie rzeczy dzieci, prasowanie koszul i sukienek, dobieranie krawatów, gotowanie niemowlęcych zupek i obiadków (bo świąteczne jedzenie się nie nada), zastanawianie się w który dzień do kogo, asertywne odmawianie kolejnych wizyt i pogodzenie ich z naturalnym rytmem dnia naszych dzieci… nie ma to jak święta!

A zatem, że tak zażartuję:

Merry Christmas!

 

NAUCZYCIELE też świętują!

 Mam do spełnienia pewną misję. Obiecałam sobie, że po moich nie zawsze przyjemnych doświadczeniach, osobiście dołożę wszelkich starań, żeby nauczyciele moich dzieci czuli się doceniani i dowartościowywani.

Po Jasełkach, a w trakcie uroczystości wigilijnych, w imieniu wszystkich rodziców wygłosiłam krótką mowę i wręczyłam drobne upominki. Mam nadzieję, że podziękowanie i życzenia świąteczne sprawią, że nauczyciele będą mieli mnóstwo nowych motywacji i inspiracji. A kto na tym skorzysta? Nasze dzieci oczywiście!

Wesołych Świąt!

MÓJ WIELKI DZIEŃ – pierwszy komentarz!

Wczoraj wieczorem zajrzałam do mojej poczty, a tu taka niespodzianka!

Tak naprawdę, nie chwaliłam się jeszcze nikomu za bardzo tym, że prowadzę bloga. Najbardziej kibicuje mi moja siostra Ola (nie Aleksandra!) i moja Mama. Mężula jak na razie z uśmiechem podziwia tylko moje wypieki na twarzy, które pojawiają się podczas pisania tutaj ;)

Tym większe było moje zaskoczenie, jak dostałam „prośbę o moderację” nowego komentarza. Jest mi niezmiernie miło. Jeszcze raz za to dziękuję „Ohmamie”, która również prowadzi swojego bloga. Mam teraz wielką motywację do tego, żeby się rozwijać na tym blogu.

JEDEN DZIEŃ Z ŻYCIA MATKI POLKI

socialImgUnPobudka o godz. 7.00 przez budzik synka znajdujący się przy łóżku… synka. Dzwoni, dzwoni i … dzwoni. Zrywam się z łóżka skoro dzwoni w obawie, że wydzwoni mi tu zaraz pobudkę córeczki. Biegnę do pokoju synka, szukam synka (wyłączając ten budzik), a tu…łóżko puste! Wracam do pokoju, a tu nasza zguba śpi sobie smacznie wtulona w tatusia. No to się ogarniam, żeby nie wyglądać tak jak się czuję, po czym przystępuję do procedury pod hasłem „Wojtek, wstajemy”.

Procedura trwa tyle, że w tym czasie zdążam przygotować śniadanie, wyprasować ubranie i koszulę mężuli. W międzyczasie budzi się mała Królewna z uśmiechem od ucha do ucha na widok mamy. Mężula już w łazience, a Królewicz…śpi. Księżniczka już wyprzytulana, siedzi zadowolona i nakarmiona w krzesełku. Przychodzi książę. Naburmuszony – a jakże. Łaskawie wybiera jakie to płatki wsypie dziś do mleka. Ale mina jest niezmiennie taka sama. Miło w sumie tak zacząć dzień, nieprawdaż? 

Kiedy zamykają się drzwi za naszymi mężczyznami, mamy swoje babskie przedpołudnie. Poranne spa, figle – migle, zajęcia dydaktyczne (a jak?) i „sprzątanie” wszystkich szuflad, buszowanie w kątach i kącikach. W międzyczasie ładunek w pieluszce, pomiędzy ubieraniem się a robieniem porannego makijażu (oczywiście wspólnego ;). Gdy Królewna robi się zmęczona – po porcji owocowych witamin, zasypia błogo. A mamunia, zanim olać wszystko co jest nie tak w otoczeniu, włącza swój mrówkowy motorek:

Wstawianie prania, poskładanie poprzedniego, wyjęcie naczyń ze zmywarki, włożenie nowych, posprzątanie kuchni, zapiekanka rybna na obiad, zupka dla Królewny, piernik na przedszkolne zajęcia otwarte (po jaką…?), naleśniki dla Królewicza – bo pewnie po podwieczorku przedszkolnym a przed treningiem na pewno się przydadzą, chleb dla koleżanek z Zumby, odkurzanko, w międzyczasie śniadanie w trakcie mycia kuchni ;). I jak oglądam się ze zdziwieniem, że chyba już… – planuję krótką herbatkę z książką, bo zostało mi jeszcze parę minut. A gdy z wielką przyjemnością zasiadam na kanapie, słyszę jak moja Królewna zaczyna świergolać w łóżeczku pod hasłem „mama, już się obudziłam!”. Patrzę na zegarek – rzeczywiście dwie godziny jak z bicza strzelił. No cóż, odkładam książkę – będzie musiała znów poczekać.

Potem szykujemy zupkę, Królewna zjada ze smakiem, mamusia delektuje się swoją zapiekanką rybną. Ubieramy się (a to dopiero procedura! Spróbujcie ubrać siebie, córeczkę, spakować torbę, przygotować śmieci do zabrania, posmarować kremem pyszczek i pamiętać o rękawiczkach tak szybko, żeby mała się nie zgrzała i nie znudziła).

Na spacerze zaległa poczta, świeże pieczywo i wędlina, świeże owoce dla Królewicza na podwieczorek, bankomat no i ukochana huśtawka małej Królewny. Ani się oglądam, minęły kolejne dwie godziny z wózkiem. Wracam do domu, karmię Królewnie drugie danko i pędzę z nią na zajęcia otwarte do przedszkola Księcia z: piernikiem, zapasowym ubrankiem, materiałami do zrobienia ozDUP choinkowych, pieluszkami na zmianę, zabawkami i strojem na piłkę. Z zajęć otwartych jedziemy na zajęcia piłkarskie. Mała zasypia w samochodzie (to jej pora drzemki), mało brakuje, żeby Książę też przysnął z tych wszystkich emocji. Ratuje mnie gra w telefonie, która działa jak mocna, poranna kawka.

Trening piłkarski trwa, Królewna początkowo zainteresowana podziwianiem brata, pod koniec treningu próbuje dorwać się do piłek i wprowadza na boisko swoje małe, raczkujące zasady ;). Wracamy z treningu, wpadamy na moje zajęcia sportowe, na które iść nie mogę – bo dziś dostałam „dodatkowy dyżur” (impreza wigilijna w pracy mężuli), podrzucam dziewczynom chleb życząc udanej zabawy na spotkaniu po zajęciach. Wracamy do domu.

Zrzucamy wszystkie rzeczy (na miejsce obowiązkowo!), Książę je kolację (którą przecież robi „Fruzia”), Królewna przystępuje do porządków wieczornych – tym razem na tapetę wchodzą torby i torebki z szuflady pod piekarnikiem. Mama chwyta jedną z kanapek, drugą ręką zaparzając herbatę. Po czym idziemy do kąpieli. Towarzystwo tym razem kąpie się wspólnie, dzięki czemu mogę przygotować ręczniczki, łóżeczka, pidżamki, kremiki i balsamiki.

Gdy towarzystwo już wykąpane, wysmarowane, wypachnione i wypielęgnowane - Księżniczka towarzyszy bratu w „wieczornej czytance”. Utulony, wygłaskany, wyśpiewany i dopieszczony królewicz zostaje w swoim łóżeczku, w tym czasie królewna dostaje kaszkę. Gdy idziemy pożegnać się z Księciem, Książę już śpi. Więc myjemy ząbki, tulimy się z Królewną, po czym odkładamy się do łóżeczka, przytulamy do ukochanej poduszki, głaszczemy po główce, całujemy, śpiewamy, włączamy kołysanki, mówimy dobranoc i wychodzimy…

Po zamknięciu jednych i drugich drzwi patrzę na zegarek – jest godzina 21.01. Uffff……dzień matki Polki zakończony. Rozpoczyna się dzień żony i kochanki, czyli… czysta kuchnia, kąpiel i spanie. Jutro urlop wypoczynkowy nieprzyznany ;)

leżę

Ze specjalną dedykacją dla wszystkich MAM ;)

 

STEGNY skating rink

stegny

źródło:
http://aktywnawarszawa.waw.pl/stegny

To miejsce, to moje dzieciństwo. Zimowe popołudnia z tatą i rodzeństwem. Koszmarny niebieski kombinezon i za ciasno zawiązane łyżwy. Te za ciasne łyżwy prześladują chyba nas wszystkich. Tata wiązał nam je po prostu za ciasno powtarzając, że „tak ma być”, a wszystko w trosce o nasze młode kostki… ;) Fakt faktem, że na łyżwach jeździć się nauczyłam.

Teraz sama zabieram na łyżwy mojego synka. Narty oswajał od najmłodszych lat, więc równolegle inwestowaliśmy w umiejętności łyżwiarskie. Teraz ma sześć lat i nieźle radzi sobie i na nartach i na łyżwach. W ogóle ma dryg sportowy, wszyscy nam to powtarzają. On też sam powtarza, że chce być sportowcem… (jak ma się tak „ogarnąć” jak nasz strzelec numer jeden, to może ewentualnie i w drodze wyjątku wyrazimy zgodę). 

Najczęściej korzystamy z lodowiska na ul. Rokosowskiej należącego do OSiR Ochota. Ale tam uroczysta inauguracja dopiero 13 grudnia o 14.00 .

Ostatnio więc wybraliśmy się na Stegny i oto kilka rad cioci Kloci:

1. Ubieramy się ciepło: ortaliony, dobra kurtka, szalik i czapka. Koniecznie rękawiczki najlepiej ocieplane.

 2. Dzieciakom smarujemy buzię kremem ochronnym na każdą pogodę np. Nivea Baby, a ustka wazeliną.

3. Na płytę nie wolno wchodzić z plecakami, więc warto mieć kurtkę, która pomieści ew. telefon + portfel.

4.   Koszty: Bilet wstępu dla osoby dorosłej w weekend kosztuje 11,00 zł, dla dzieci i młodzieży do lat 18 – 7,00 zł. Do tego dochodzi koszt szatni 1,00 zł od pary butów (nie trzeba mieć własnych worków) i dla tych, co nie dysponują własnymi łyżwami – zostawiają za ponad godzinę pobytu z dzieckiem ok. 15,00 zł w wypożyczalni (w tym kask).

5. Przyda się herbatka w termosie i ew. przekąska w zależności od pory dnia.

6. A skoro mowa o porze dnia – w weekend najlepiej przyjść na godz. 12.00, 15.00 lub 18.00, wtedy ślizgawka jest udostępniona publicznie przez dwie godziny. Po tych dwóch godzinach jest przerwa techniczna.

DSC_0377[1]To chyba tyle. Wisienką na torcie jest to, że na Stegnach ma powstać całoroczny obiekt do uprawiania sportów lodowych! To dzięki sukcesom naszych sportowców podczas Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Dziękujemy ;) 

Więcej informacji o tym jak aktywnie spędzić czas w Warszawie można znaleźć TU.

Jak to było? – „Stop zwolnieniom z WF?” Ja się pod tym podpisuję ręcami i nogami.