Italian patisserie Dolce Amaro

2

Po sobotnim, rodzinnym spacerze trafiliśmy TU do włoskiej cukierni DOLCE AMARO. Znajduje się ona na rogu ulic 1-go Sierpnia i al. Krakowskiej. Wielokrotnie tamtędy przejeżdżałam i wydawałoby się, że cukiernia jak każda inna. A tu proszę, miła niespodzianka ;)

Z uśmiechem przywitała nas pani Kasia, która widząc naszą dziesięciomiesięczną Hanię od razu zaproponowała jej ciasteczko na dzień dobry. Z nami było trochę trudniej, bo wygląd proponowanych słodkości przyprawia o zawrót głowy. Ostatecznie zamówiliśmy babeczkę z kremem kajmakowym, herbatę, kawę latte z syropem waniliowym i oczywiście tiramisu. Smaki rzeczywiście słodkie, ale bardzo smaczne. Do tiramisu dodałabym odrobinę rumu (jak sama to robię). Hania szybko ogarnęła swoje ciasteczko, więc musieliśmy poprosić panią Kasię o wsparcie ;)

Generalnie w kawiarni panuje zasada – wszystko domowe, ręcznie robione i bez sztucznych dodatków. A to duży plus. Klimat wnętrza bardzo przyjemny. Przeszklone okna robią swoje. Pani Kasia przesympatyczna. Czego chcieć więcej?

Polecam ;)

DSC_0320[1]

 

 

DUDUŚ I GUCIO RZĄDZĄ

DSC_0312[1]                     DSC_0319[1]

Cyklicznie raz w miesiącu w Ośrodku Kultury Ochoty odbywają się Sobotnie spotkania muzyczne prowadzone przez genialnych muzyków – Bogdana Kupisiewicza i Mariusza Puchłowskiego znanych skądinąd jako DUDUŚ I GUCIO. Poznałam ich pracując jeszcze w pewnym niegodnym polecenia przedszkolu na Ochocie, kiedy regularnie przychodzili do dzieci zapraszając ich na niezwykłe spotkania z muzyką.

Duduś i Gucio są pewnego rodzaju fenomenem, marką samą w sobie. Niemal każde zajęcia to bardzo twórcza i inspirująca przygoda muzyczna. Dzieci słuchają, śpiewają, tańczą, obcują z instrumentami, czasem nawet je sami wykonują, ale przede wszystkim świetnie się bawią włączając do zabawy również rodziców.

Na zajęciach jest też mnóstwo śmiechu, bo oto dwóch  – mogłoby się wydawać „poważnych” - muzyków wywija piruety, czaruje, wygłupia się i tańczy z maluchami jakby byli ich rówieśnikami.

W tym wszystkim największe wrażenie robi na mnie zawsze pasja i miłość do muzyki, którą w genialny sposób artyści przekazują dzieciom. Do tego dochodzą imponujące zbiory instrumentów z całego świata. Czasem to jedyna okazja, żeby dotknąć takich instrumentów jak Berimbau, Kalimba, Didgeridoo, czy Kora. Nie ma bałaganu i zamieszania, bo nie ma czasu na nudę. A dzieci są zajęte, uśmiechnięte od początku do końca i z zajęć wychodzą zachwycone… podobnie jak rodzice ;)

Sądzę, że studenci pedagogiki, a nawet niektórzy nauczyciele mogliby uczyć się Dudusia i Gucia, jak powinno się prowadzić zajęcia z dziećmi…  

 

MOJE INSPIRACJE

No jak to, bloga prowadzisz? Ale jak to?
No właśnie, jeszcze sama nie do końca jestem tego pewna ;)

Mój pobyt w domu dał mi do myślenia. Pozwolił na refleksję dotyczącą bardzo wielu życiowych planów i zamierzeń. Myślę sobie: co chciałabym?, gdzie chciałabym?, jak chciałabym?. To w sumie takie niecodzienne, że na pewnym etapie życia człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że przydałoby się jeszcze coś fajnego zrobić. Normalnie chyba się starzeję… ;) 

Wokół mnie są świetni ludzie. Ludzie, którzy mnie inspirują, którzy mają pomysły, których podziwiam… 

Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie strona Marty o przepisach bezglutenowych albo pierworodnej moich rodziców Oli ;) o przepisach na przepyszności. Pamiętam rozmowę z Edytą, która opowiadała mi o swoich osiągnięciach dydaktyczno-wychowawczych i planach rozwoju zawodowego.

Pamiętam wiele rozmów z moim zawodowym Guru – z Halinką, która wielokrotnie wskazywała mi właściwą drogę w mojej pracy zawodowejPamiętam zdjęcia z Norwegii, które pokazywała mi Waleśka. Podziwiałam ją wtedy, że potrafiła ogarnąć tak niezwykłą eskapadę. Pamiętam obserwację mojej „Master of Director of Manager of Director of Manager”, która swoją wiedzą i zaangażowaniem potrafi obdzielić pół miasta. Mój Tomek, który codziennie wychodzi na polowanie i wraca ze zwierzyną zaspokajając wszystkie nasze potrzeby. Wreszcie moja Mama, która otworzyła się na nowe wyzwania i po tylu latach troski o swoich małych – wielkich komandosów wreszcie robi coś dla siebie.

Trudno tu opisać wszystkie inspiracje, bo niewątpliwie jest ich cała masa. Przebywanie z Wami daje mi poczucie, że każdy z nas robi to, w czym jest najlepszy. Rozwija siebie, swoje doświadczenia i zainteresowania. Korzysta z życia, nie marnuje czasu. Jest sobą i dąży do osiągnięcia swoich planów i zamierzeń.

Być może moje życie też jest dla kogoś inspiracją. Mam wielką nadzieję, że tak jest…

w górach

MOJA INAUGURACJA

Można powiedzieć, że to moje takie małe pierwsze JA.

Długo zastanawiałam się co, jak, gdzie, dlaczego i po co?. Dziś już wiem na pewno i z wielką radością się tym dzielę. Bo od dziś właśnie mam zamiar robić to regularnie – DZIELIĆ SIĘ.

Ale nie dlatego, że ktoś tego ode mnie wymaga i pyta wciąż „kiedy założę sobie konto na Facebooku?”. Otóż ogłaszam wszem i wobec, że nie założę sobie konta na Facebooku. Po prostu. Z przekory. Podobnie jak nie obejrzę „Avatara”. Dlaczego? Bo nie. Jeżeli ktoś mnie zna, to zrozumie. A jeżeli będzie chciał mnie znaleźć – zrobi to właśnie tutaj.

(A to dopiero… mimo braku konta na Facebooku – istnieję! ;)

Mam dużo pomysłów na tego bloga. I chciałabym, żeby był MÓJ od początku do końca. Sama jestem ciekawa, jak będzie wyglądał za rok…

Cóż, wszystko w moich rękach. Trzymasz kciuki? No to startuję ;)

P1140504